Czasem w pogoni za pieniądzem, karierą i szeroko rozumianym dostatnim życiem coś nam niestety umyka. 

Przestajemy być uważni, wręcz pewne symptomy, które wysyła nasz własny organizm bagatelizujemy, tłumacząc, że pewnie coś samo przejdzie, że nie ma co się nad sobą użalać bo praca jest ważniejsza, bo jeśli coś boli, to i tak nie mogę sobie pozwolić na parę dni wolnego i iść do lekarza, bo co powie szef jak zobaczy zwolnienie?  

Pewnie jak wrócę to szef będzie się mścił, bo przecież w naszej firmie na zwolnienia się nie chodzi?

I tak zadajemy sobie w naszej głowie setki frustrujących pytań, które prowadzą do jednego, by podjąć najlepszą z możliwych decyzji czyli taką, że nie mogę iść do lekarza, ponieważ w pracy sobie beze mnie nie poradzą.

Skąd my to znamy?

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie okazało się, ze stawką podjęcia takiej czy innej decyzji może być nasze ŻYCIE.

Wtedy nasze plany, marzenia, gdzieś w naszej świadomości odkładane na później, mogą w jednej chwili runąć jak przysłowiowy domek z kart.

Nawet zasobne konto bankowe, nieruchomości i wszystko to, co tak mozolnie gromadziliśmy przez wszystkie lata naszego życia może zupełnie nie mieć znaczenia, jeśli nagle dostaniemy od lekarza „wyrok”: może rok, może trzy lata, ale nie więcej.

 

Pytamy jak to? Przecież ja mam dopiero 33 lata?

Co będzie z dziećmi? Przecież chciałam być na ich ślubie, zobaczyć ich wspaniałą rodzinę i w jesieni życia cieszyć się wnukami.

Wreszcie spokojnie podróżować, odwiedzić te wszystkie wspaniałe miejsca które mnie inspirowały, ale zazwyczaj nie było na to czasu, a często również pieniędzy.

Krzysztofa poznałam całkiem przypadkowo, a może tak po prostu musiało być. 

Tak o sobie pisze:

Ja o chorobie dowiedziałem się w trakcie badań w 1996 roku. To były początki nowotworu trzustki. Nie było nad czym się zastanawiać, dlatego szybko znalazłem się w szpitalu. Zastosowano chemię, aby ratować moje życie a miałem wtedy dopiero 33 lata. Skutki to utrata włosów i uzębienia.

Objawy były całkiem prozaiczne, ogólne osłabienie, źle funkcjonujący układ trawienny tzn. uczucie niestrawności ale kto ich czasem nie ma? Była moja rodzina nie zareagowała, zostałem przez nich odrzucony. Jedynie grono znajomych było ze mną, za co im jestem niezmiernie wdzięczny, bo nie ma nic gorszego by w takiej sytuacji zostać absolutnie samemu. 

Uwierzcie, nie życzę tego absolutnie nikomu.

Chyba przyzwyczaiłem się do życia z myślą, że mam w sobie "kolegę raka".

Drugi raz zaatakował zupełnie niespodziewanie i to z innej strony. Obudziłem się w nocy i nie mogłem wstać. Nagle moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. To okropne uczucie. Wszystko mi się kręciło przed oczami.

Na kolanach doczołgałem się do telefonu. Karetka zawiozła mnie do szpitala, aż w końcu znalazłem się w Klinice Uniwersyteckiej.

Diagnoza: rak wątroby. Wątroby się nie odczuwa, ona nie jest unerwiona. Bywa, że ten nowotwór to „cichy zabójca”.

W ramach "postawienia mnie na nogi" aplikowano mi kolejne kroplówki, leki okazały się za słabe i w wyniku tego bywało że traciłem świadomość.

Moje rokowania? Może rok a może cztery. Wszystko zależy ile mamy zapisane w księdze życia... 

Cóż zrobić, ciągle trzeba borykać się z przeciwnościami losu. Dlatego proszę Was Drogie Panie badajcie się, macie prawo do kompleksowych badań raz na dwa lata.

Z pozdrowieniami dla Wszystkich

Czytelniczek Kobiecej Strefy.

Krzysztof  Orłowski,

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

www.facebook.com/orlomus

Tyle było od Krzysztofa, z całego serca życzę mu zdrowia, trzymam kciuki i mocno kibicuje by nie zabrakło mu sił i determinacji do walki z chorobą, ale jego przesłanie jest takie by Was przestrzec, byście nie bagatelizowały symptomów, które wysyła Wasz organizm i wykonywały badania, bo chodzi o Wasze ŻYCIE.

Najgorzej jest usłyszeć, że szkoda....bo już jest za późno :(

Wydarzenia

loading...