Dzieci

Wyczekane wakacje dobiegają końca. Zbliża się czas powrotu do przedszkola. Dla wielu maluchów to trudny czas. Nowa przestrzeń, dużo dzieci, panie, których trzeba się słuchać i rozstanie z rodzicami. Nic w tym dziwnego, że po kilku dniach pobytu w przedszkolu słyszymy oświadczenie – ja nie chcę do przedszkola! W zasadzie nie ma znaczenia czy dziecko ma trzy, cztery a nawet pięć lat. Nie ma dziecka, dla którego rozstanie z mamą byłoby obojętne a zupełnie normalną reakcją na lęk jest płacz i łzy. Kilka ciężkich rozstań, słowa mamusiu błagam Cię nie zostawiaj mnie tutaj i rodzice zaczynają się zastanawiać czy dobrze zrobili.

Niegrzeczne czy niewychowane, czyli jak sobie radzić, kiedy trafimy na irytującego bachora.

Regułą stało się to, że do napisania kolejnego artykułu motywuje mnie ponadczasowe narzędzie – obserwacja. Biedny obserwowany nie pojęcia ani o tym, że jest chwilowo sławny ani o tym, że został obgadany w tak wąskim gronie odbiorców. Niestety dość często spotykamy się z niekulturalnym zachowaniem coraz młodszych dzieci.

Kiedy zastanawiałam się nad tym pytaniem, pierwsze co przyszło mi do głowy to fakt, że rodzica i nauczyciela łączy albo przynajmniej powinien wspólny cel: dobro dziecka. Dlaczego zatem tak trudno się dogadać?

Słowo systematyczność na pewno huczy w głowach wielu z Was jako synonim tego, czego nam  często brakuje. Z pewnością wielu czytelników  powtarzało sobie milion razy - gdybym tylko był bardziej systematyczny i nie zostawiał wszystkiego na ostatnią chwilę. Wtedy w zlewie nie piętrzyłby się stos naczyń, krzesło z praniem nie przechodziłoby właśnie próby wytrzymałościowej a lista zadań do wykonania w pracy nie miałaby długości rolki papieru toaletowego. 

Pracująca kobieta to w dzisiejszych czasach norma. Dawno temu poszedł w niepamięć obraz jej - dbającej o ognisko domowe i jego - z dzidą polującego na obiad. Dzisiejsze matki pracują i to niejednokrotnie na pełen etat. Może niewielu już to dziwi, ale zawsze znają tacy, któż zapytają, po co? Zatem odpowiedzmy na pytanie, po co matka pracuje?

Dzisiaj świat zdecydowanie dominują wszelkie nowości techniczne. Nie chcę być bezustannie przeciwna i twierdzić, że to tylko niszczy dziecięcy świat. 

Oczywiście wszelkie dobrodziejstwa multimedialne mają swój pozytywny wpływ na edukację i poznawanie świata przez nasze pociechy - pod warunkiem, że przy ich wyborze kieruje nami zdrowy rozsądek.  

Niestety zdrowo rozsądkowe myślenie to coś co rodzice często zatracają, kiedy chodzi o ich własne pociechy.

Czasy, w których przyszło nam żyć to czasy techniki, nauki, komputeryzacji i wirtualnej rzeczywistości. Nie powiem wcale, że komputery to zło i nie omówię ich niszczycielskiego wpływu.

Zastanawialiście się kiedyś, jaki obraz siebie kreują niektórzy rodzice przekraczający próg szkoły? Odpowiem. Fantastyczny. Piękni, mądrzy, wykształceni, niejednokrotnie zamożni. Ta wysoka inteligencja przekłada się oczywiście na zachowanie. Rodzic przekraczający szkolne progi wysławia się do swojego dziecka kulturalnie, mądrze, ze zrozumieniem. Ba! Niejednokrotnie ożywa tak pięknej polszczyzny, że można się od niego uczyć.

Odcinek 1 - histeria 

Wybrałam się ostatnio do restauracji w jednym z bardzo znanych szwedzkich sklepów. Chciałam się zrelaksować, spędzić czas z dzieckiem, zrobić zakupy. Przełykałam właśnie w spokoju łososia i delektowałam się rozmową z synem, kiedy moją uwagę przykuła rodzina siedząca obok. Mama, tata, babcia i dwójka dzieci (4 -6 lat) właśnie zbierali się do wyjścia. W zasadzie nic w tym nadzwyczajnego gdyby nie to, że córeczka na oko – 4 lata – grała na tatausiowym smartfonie i ni w myśl jej było przestać.

W dzisiejszych czasach to problem złożony tak wielokrotnie, że aż nie wiem jak się do niego zabrać. Z jednej strony konstytucja RP zapewnia nam wolność wyznania oraz możliwość samostanowienia o sobie. Z drugiej zaś Polska to kraj w którym religia, tradycja i kultura są ze sobą nierozłącznie związane. Święta, śluby, pogrzeby, komunie i chcąc nie chcąc obcujemy z religią cały czas.

Kiedy myślę o swoim siostrzeńcu, który właśnie stał się uczniem, przypominam sobie moje pierwsze kroki za murami szkoły. Z wielkim tornistrem odziedziczonym po starszej siostrze trzeba było pokonać bardzo wysokie schody, żeby dojść do sali w której czekali koledzy znani z przedszkola i ci całkiem nowi, no i nasza Pani, która od tej pory przez trzy lata miała być prawie tak ważna jak mama. Strach, niepewność i tęsknota za domem, w którym było bezpiecznie i nie „kręciło się” tak wiele nieznajomych twarzy. Nikt nie odprowadzał, nie pytał czy szkoła jest fajna, nie starał się złagodzić bólu rozstania z mamą. Jesteś już uczniem i musisz sobie radzić.

Zwykło się mawiać, że kiedy nagradzasz dziecko za dobre uczynki a karzesz za złe to nie jest wychowanie, ale metoda kija i marchewki. Otóż drodzy Państwo częściowo można uznać ten pogląd za słuszny. Niemej jednak jeśli miałabym odszukać w myślach choć jedno dziecko, które robi wszystko pod wpływem tylko wewnętrznej motywacji – byłoby mi dość ciężko. Sami byliśmy dziećmi i za pewne doskonale pamiętamy, że jak trzeba było się uczyć to woleliśmy sprzątać pokój.

W dzisiejszym świecie otacza nas mnóstwo doradców w spawach wychowawczych. Poradniki na półkach, wszechwiedzący Internet, rodzice, teściowie. Wymieniać można w zasadzie bez końca.

W końcu wakacje! Pragnę podkreślić, że my nauczyciele cieszymy się z tego faktu równie mocno jak dzieci.  I wcale nie zaraz dlatego, że jesteśmy wypaleni zawodowo, tylko po prostu edukacja to jest ciężka praca w obydwie strony. 

Wydarzenia

loading...