Kiedy zastanawiałam się nad tym pytaniem, pierwsze co przyszło mi do głowy to fakt, że rodzica i nauczyciela łączy albo przynajmniej powinien wspólny cel: dobro dziecka. Dlaczego zatem tak trudno się dogadać?

Problem zaczyna się już w pierwszej klasie. Zaraz po tym jak pryska wyobrażenie o wspaniałej pani, z którą będziemy mogli się wspierać, dzielić pomysłami, z która osiągniemy jeden, wspaniały wychowawczy cel, dzięki któremu nasze dziecko stawać się będzie co dzień lepszym, mądrzejszym człowiekiem. Nagle, zamiast tej sielanki plączemy się we wzajemne spory, lekceważymy się i podważamy swoje kompetencje, nie lubimy się i bezustannie oceniamy. Dlaczego tak trudno nam dojść do zgody?

Po pierwsze, bez wątpienia, dzisiejsza szkoła się zmienia, nie tylko edukacyjnie, zmieniają się też relacje rodzic – nauczyciel. Za sprawą postępującej globalizacji, mediów oraz ich niewątpliwego, wszechwiedzącego króla - Internetu, ludzie stali się samozwańczymi specjalistami we wszystkim. Za sprawą YouTube remontują, urządzają, lakierują auta, diagnozują się i leczą oraz są specjalistami do spraw edukacji.  Przy takim obrocie sprawy za chwilę ten rzeczywisty, wykształcony profesjonalista nie będzie znaczył nic. 

Po drugie im więcej myślimy, że wiemy, tym wcale nie jest nam łatwiej. Biorąc za przykład rodziców, wyedukowani internetowo i poradnikowo stali się pełni niepokoju, niepewności, brak im zaufania do kadry. Najbardziej pasowałby im model edukacji nieobciążającej a efektywnej, zindywidualizowanej i jednocześnie utrzymanej w dyscyplinie. Niestety tego wszystkiego nie da się pogodzić.

Ze smutkiem obserwuję jak szkoła staje się miejscem, w którym nauczyciel nie jest już bezsprzecznym autorytetem , jak kiedyś. Podziały stają się coraz większe, tworzą się całe klany krytykantów, którzy tylko nakręcają się negatywnie na szkołę. W odwecie nauczyciele barykadują się, unikają kontaktu z rodzicami i wszystko odpierają słowami, nikt nie będzie mi mówił, co mam robić. Myślę, że zarówno jedni jak i drudzy są zagubieni w tej sytuacji i dlatego reagują na siebie wrogo. W tej sytuacji pojawia się wiele kontrowersji i niepewności.

Jedynym pewnikiem jaki przychodzi mi do głowy jest stwierdzenie: nie tędy droga. Obydwie strony powinny się nauczyć współpracować we wzajemnym poszanowaniu i zaufaniu. Nauczyciel widzi dziecko z innej perspektywy niż rodzic. Obserwuje codziennie jak uczeń odnajduje się wśród rówieśników, jak radzi sobie ze stresem, z czym ma problemy. Z drugiej strony, rodzic, który wysłucha uwag na temat swojego dziecka nie musi się z nimi zgodzić. Przede wszystkim szczera rozmowa, zamiast wzajemnego atakowania się, to możliwość ustalenia potrzeb dziecka i podjęcie odpowiednich działań, aby w dalszym życiu było mu łatwiej. Od tego zacznijmy. 

Wydarzenia

loading...