Niegrzeczne czy niewychowane, czyli jak sobie radzić, kiedy trafimy na irytującego bachora.

Regułą stało się to, że do napisania kolejnego artykułu motywuje mnie ponadczasowe narzędzie – obserwacja. Biedny obserwowany nie pojęcia ani o tym, że jest chwilowo sławny ani o tym, że został obgadany w tak wąskim gronie odbiorców. Niestety dość często spotykamy się z niekulturalnym zachowaniem coraz młodszych dzieci.

Do wstrętnych nastolatków zdążyliśmy przywyknąć. Buzują im hormony i takie tam. Jednak jak w markecie z premedytacją rozjeżdża cię wózkiem sześciolatek a kolejny w piaskownicy opluwa twoje dziecko, to już gorzej. Zastanówmy się dlaczego?

Regularnym miejscem moich wizyt w ciepłe, słoneczne, wakacyjne dni jest pewien warszawski park trampolin. Ostatnio siedząc radośnie z juniorem, czekając na wejście mój wzrok przykuła następująca sytuacja. Ojciec z synem spędza miło czas w trampolinkowej kawiarence. Widok dość standardowy – ojciec wpatrzony w ekran telefonu, przelatujący w tempie świtała palcem po FB, młody siedzi gapi się w szybę i pije sok. Nagle zaczyna nieziemsko siorbać! No wciągał ten napój chyba najgłośniej w Europie Wschodniej. Ojciec wyrwany do rzeczywistości poruszającym dźwiękiem zwrócił mu uwagę, że nie siorbiemy w miejscu publicznym, to bardzo niekulturalne. W domu może robić co chce, ale tu to co innego!

Zachwycona początkiem ojcowskiej wypowiedzi już po chwili poczułam, jak w głowie drukuje mi się: ludzie, litości! Dom jest pierwszym i podstawowym środowiskiem wychowawczym dziecka. Nie chcę wchodzić zbyt głęboko w ocenę sytuacji tej rodziny, ale prawdopodobnym jest, iż młody siorbał właśnie dlatego, bo nikt mu w domu uwagi nie zwraca. Plusem dla ojca jest bezwątpienia fakt, że zareagował, musi tylko chłopak popracować nad formą reakcji w domu i będzie ok.

Wracając do tytułu siorbiący dzieciak to nic w porównaniu z mnóstwem rozwydrzonych gnojków, które każdego dnia psują nam krew. Na każdym placu zabaw znajdzie się chociaż jeden egzemplarz, który tylko biega, pluje i patrzy, żeby sypnąć piaskiem w oczy. W każdym supermarkecie natykamy się co najmniej na dwójkę goniących po sklepie bachorów. Bez opamiętania, wpadających na ludzi. Zawsze wtedy czekam, aż towar sfrunie z półek. Osobiście nie mam żadnego problemu w tym, żeby chwycić smarka i wyjaśnić mu, że się tak nie robi oraz skwitować stwierdzeniem, że jeśli się nie uspokoi to go z tego sklepu usunę. 

Dzieciaki reagują różnie, jedni skruchą drudzy bezczelnością. Oni to jednak nic. Rodzic ten to dopiero! Konfrontacja z nim jest dużo gorsza niż z dzieckiem. Padają słowa: co pani sobie wyobraża, to moje dziecko, jakim prawem zwraca mu pani uwagę i najlepsze na koniec narusza pani jego prawa człowieka. Tak naruszam, bo on wpadając na mnie, wrzeszcząc i kapiąc mi dziecko narusza moje. Kiedyś zapytano mnie czy chciałabym aby moje dziecko zostało tak potraktowane? Odpowiedziałam nie, dlatego ja swoje dzieci wychowuję. 

Nie propaguję przemocy ani tym podobnych zachować, jednakże nie możemy sobie nawzajem odbierać prawa do reagowania. Dziecko musi się nauczyć konsekwencji. Zrozumieć, że zasady współżycia społecznego opierają się na szacunku, więc to naturalne, że jeśli źle się zachowuję w stosunku do innych ludzi, mogę dostać ochrzan. Zdarzy się również, że trafię na kogoś o słabych nerwach, a jak jeszcze będzie łobuzem to da mi w gębę. 

Po pierwsze nie uchronimy przed tym dzieci, po drugie społeczeństwo musi funkcjonować w określony sposób, bo inaczej pogrążyłoby się w chaosie. Mój własny syn został ostatnio ostro potraktowany przez jakąś starszą panią, widocznie zasłużył.  A ja, za to właśnie lubię starsze panie, bo jeszcze tli się w nich iskierka dawnych czasów i nie boją się reagować. Może warto od nich się tego nauczyć. 

Dorota Karabela

Wydarzenia

loading...