Pomoc pacjentom w kryzysie osobistym, którzy stracili kogoś lub coś ważnego, nie tylko z powodu śmierci, ale też rozstania lub rezygnacji, końca czegoś bardzo potrzebnego albo zmiany związanej z przemijaniem, to jedno z najtrudniejszych wyzwań w pracy terapeutycznej. Towarzyszenie ludziom w drodze zwanej żałobą po stracie, to uczestniczenie w procesie, na który terapeuta często nie ma specjalnie wpływu.

Nie da się jedną magiczną interwencją znieść bólu matki, której nastoletnia córka odebrała sobie życie, czy pogodzić w kilka godzin rodziców z faktem, że ich dziecko żyło jedynie kilka dni. Co powiedzieć kobiecie, która z dnia na dzień po 30 latach stała się niepotrzebna w pracy, albo ojcu, który po rozwodzie nie będzie już codziennie widywał syna, a kiedy ten, już dorosły, zdecyduje o opuszczeniu kraju, jak pomóc mu udźwignąć jego stratę jeszcze raz? Wreszcie jak pomieścić emocje pacjenta, który na łóżku w hospicjum żegna się z własnym życiem?

Początek listopada to miesiąc, który kojarzy się nieodłącznie z jedną z najtrudniejszych strat- śmiercią bliskich. Odwiedzamy groby, spotykamy się z rodziną przy okazji wizyt na cmentarzu. Chwila zadumy i refleksji nad przemijaniem a potem wracamy do naszego życia, gdzie raczej nie ma miejsca na wspominanie. Na cmentarzach nie widuje się wtedy zapłakanych, zasmuconych i przeżywających żałobę ludzi, ale w większości osoby, które wydają się być zwykłymi spacerowiczami, pogodzonymi z faktem, że musieli kogoś na zawsze tu zostawić. Jednak sam moment utraty kogoś bardzo bliskiego, może być jednym z najtrudniejszych kryzysów życiowych, na który trudno jest się przygotować.

Zanim człowiek pogodzi się z faktem braku obecności utraconego obiektu, minie pewien okres, który to właśnie nazywany jest żałobą. To trudne określić, jak długo każdy z nas potrzebuje, żeby ten stan dobiegł końca. To bardzo indywidualna sprawa. Czas ma tutaj ogromne znaczenie, ale większość ludzi radzi sobie z opuszczeniem przed upływem roku.

Początkowo osobie przeżywającej kryzys po śmierci bliskiej osoby mogą towarzyszyć bardzo sine uczucia gniewu, szoku, przerażenia, poczucie niesprawiedliwości, poczucie winy, lęk, osamotnienie i wiele innych stanów emocjonalnych. Najczęściej jest to zauważalne, ale zdarza się również, że cierpienie nie jest widoczne dla otoczenia. Człowiek wydaje się nie przeżywać faktu utraty, co nie jest jednoznaczne z tym, że nie czuje opuszczenia. Ci, którzy mają duże zasoby adaptacyjne, mogą przechodzić kolejne fazy stosunkowo łagodnie, bo godzenie się ze stratą jak każdy proces, ma swoje fazy. Po okresie szoku następuje stan, kiedy człowiek zaczyna funkcjonować całkiem normalnie i wraca do zadań życiowych. To okres, kiedy zaczyna się powolna akceptacja. Jednak gwałtowne stany emocjonalne wracają, a z upływem czasu reaktywowane są podczas momentów, kiedy przy okazji rocznic, świąt, które związane są z poczuciem wspólnoty - wspominamy. Długo jeszcze myśli się o zmarłym, odwiedzając miejsce pochówku, przechowując pamiątki po nim. W całym tym czasie potrzebne jest wsparcie bliskich, obecność, świadomość, że wszystko co przeżywają opuszczeni jest normalne, właściwe. Trzeba sobie pozwolić na wyrażanie wszystkich, nawet negatywnych wobec zmarłego emocji. Tak naprawdę w większości przypadków proces ten przebiega naturalnie, bez powikłań. Ludzie adaptują się do nowej sytuacji w sposób konstruktywny.

Pomóc bliskim doświadczającym straty można na wiele sposobów. Czasem jest to praktyczne pomaganie w załatwianiu codziennych spraw, a czasem obecność i gotowość do rozmowy. Lepiej nie pocieszać „na siłę”, ale podchodzić ze zrozumieniem do wszystkich stanów emocjonalnych, nawet jeśli jest to złość na zmarłego, lub lęk czy poczucie winy. Żałobę można uznać za zakończoną, kiedy osoba pożegna się ze zmarłym i potrafi ocenić złe i dobre strony utraconej relacji.

Jednak część osób wejdzie w stan patologicznej żałoby, która może skończyć się depresją wymagającą leczenia. Towarzyszyć jej będzie bezsenność, utrata zainteresowania życiem, brak motywacji, stany głębokiego smutku lub lęku. Dzieje się tak, kiedy coś zakłóci naturalny proces żałoby, lub gdy więź miała patologiczny charakter (np. w przypadku bardzo silnej zależności). Może też dotyczyć tych, którzy nadmiarowo koncentrują się na zmarłym, obsesyjnie pragnąc jego powrotu, lub przeciwnie - unikających myślenia o zmarłym, wyrażania emocji, uciekający wręcz ze wszystkich sytuacji związanych z pamięcią. Są też tacy, którzy czują, że zakończenie żałoby byłoby swoistą zdradą, brakiem taktu i w imię wierności bliskiemu kontynuują rytuały z nią związane. Te wszystkie postawy utrudniają lub uniemożliwią zakończenie kryzysu i prowadzić mogą do depresji.

W sytuacjach, kiedy smutek z czasem pogłębia się, a symptomy depresji zaczynają się pojawiać, wskazana jest konsultacja z psychologiem lub lekarzem psychiatrą, który oceni jaką pomoc należy zaproponować. Zwykle zachęca się pacjenta do uczestniczenia w spotkaniach indywidualnych z terapeutą lub w grupie wsparcia dla osób z podobnym problemem. Niekiedy konieczne jest leczenie farmakologiczne.

To o czym wszyscy musimy pamiętać, to fakt, że życie nieodłącznie związane jest z przemijaniem, a miarą dojrzałej osobowości jest umiejętność godzenia się ze stratami, których niestety nie da się uniknąć.