Niestety zdrowo rozsądkowe myślenie to coś co rodzice często zatracają, kiedy chodzi o ich własne pociechy.

Każdy z nas prędzej czy później zaczyna stawiać sobie cele oraz kierować się w życiu pewnymi wartościami. To jakimi wartościami w życiu będzie się kierowało nasze dziecko w ogromnej mierze zależy od tego, co pokazujemy mu w domu.

Dopóty, dopóki dziecko jest małe jego wyborami kierują impulsy czyli swego rodzaju pożądanie, które podpowiada mu to, na co najbardziej ma ochotę.

To my - rodzice jesteśmy odpowiedzialni za właściwe pokierowanie młodym człowiekiem.

Dla przykładu już dwulatek, który zawsze chce mieć racje, powinien nauczyć się ustępować, a my bywamy tak słabi, ze odpuszczamy – niech ma.

Dzieci bardzo często mają chęć posiadania władzy absolutnej a dumni rodzice upatrują w tym siły charakteru. Dzieci bywają chamskie i pogardliwe w stosunku do dorosłych a rodzicie tłumaczą to asertywnością. Nic bardziej mylnego. Dziecko tak samo jak potrzebuje ciepłych ramion mamy i taty, w które może się wtulić, tak samo potrzebuje mocnych granic i konsekwentnych decyzji. Dziecko nigdy nie powinno mieć ostatniego słowa i wygrywać coś kosztem rodziców. Miłość to też wydawanie poleceń, odmawianie i wymaganie.

Nauka odpowiedzialności

Nie chodzi o to żeby tylko karać, karać i karać. Kara to środek wychowawczy, który dziecko musi przyjąć za swoje złe zachowanie a nie w ramach złego nastroju rodziców. Ważniejszym aspektem od samej kary jest nauka odpowiedzialności. Bezustanne pozwalanie na to, żeby to dziecko decydowało przyjść na kolacje czy nie, oglądać telewizję, grać w gry komputerowe albo wieczne szukanie za dzieci tego co zgubiły, noszenie za nimi plecaków do szkoły, otwieranie drzwi w samochodzie jak książętom, czytanie za nich lektur szkolnych, kupowanie w sklepie tego co chcą.

Wszystko to powoduje, ze dzieciak okręca nas sobie wokół palca, przyzwyczaja się do tego, że jest w centrum zainteresowania rodziny a co najlepsze świetnie zdaje sobie sprawę, że wokoło ma służbę.

Rodzicom trudno się pogodzić z szybkim upływem czasu co skutkuje tym, ze dzieciak rośnie coraz większy i większy i większy a służba jak była tak jest i działa bez zarzutu. Sami utwierdzamy nasze dzieci w przekonaniu, że są pępkami świata, chcą mieć wszystko i natychmiast, wydają nam rozkazy, a my dumni jeszcze ich w tym popieramy.

Mogłabym mnożyć bez liku konkretne przykłady i zachowania jakie obserwuje każdego dnia. Niemniej jednak ten artykuł ma na celu zwrócenie uwagi na to, ze książęta szybko rosną i za chwilę przywita ich coś takiego co nazywa się ŻYCIE a życie lubi, kocha stawiać wymagania.

W liceum, na uczelni, w pracy już nie będzie mamy i taty, który poszuka zagubionego indeksu czy pójdzie do szefa jak do pani w szkole i poprosi o lepsze traktowanie synusia. Istotą problemu nie jest dziecko tylko rodzic, który skacze nad dzieckiem jak kogucik a w podziękowaniu otrzymuje impertynencje.

Powstaje pytanie jak to zrobić i czego uczyć, żeby zapobiec tej zagładzie i żeby dzieciak wyzwolił się wreszcie z krnąbrności, kaprysów i instynktów a stał się władcą rozumu.

Przede wszystkim naucz go szacunku dla siebie i innych. Słuchaj i rozmawiaj ze swoim dzieckiem ale pamiętaj, że nie masz najmniejszego nawet obowiązku ulegać jego przekonaniom. Jesteś rodzicem, odpowiedzialnym, dorosłym człowiekiem, który dla swojego dziecka ma być autorytetem. Musisz nim być. Zauważmy jak ogromne rozmycie wartości i autorytetów następuje w dzisiejszym świecie. Nie stawiaj siebie na równi z dzieckiem, bo pamiętaj, że jak dorośnie ryzykujesz wystawienie za drzwi.

Po raz kolejny piszę o rozmawianiu a nie dyskutowaniu z dzieckiem. Później w szkole dzieci w niestosowny sposób komentują słowa nauczycieli, są roszczeniowe i wypowiadają się podniesionym tonem.

Kończąc i podsumowując pragnę dodać, że postępowanie z dzieckiem jak z jajkiem paradoksalnie nie zapewnia mu poczucia bezpieczeństwa a jedynie gubi go w chaosie sprzeczności.