W końcu wakacje! Pragnę podkreślić, że my nauczyciele cieszymy się z tego faktu równie mocno jak dzieci.  I wcale nie zaraz dlatego, że jesteśmy wypaleni zawodowo, tylko po prostu edukacja to jest ciężka praca w obydwie strony. 

Wracając do tematu wakacji, jest więcej wolnego czasu, siedzę w ogrodzie, piję kawkę i patrzę jak moje dziecko śmiga bezkarnie, na bosaka ponad wężem ogrodowym w tą i powrotem. Mokry jest cały, razem z głową, bo śmiga już bardzo długo. Patrzę na niego i zastanawiam się, że gdyby tu była którakolwiek babcia to zapewne Marcel byłby już obiektem ich modłów, bo ile można dziecku pozwalać?

I tym sposobem cofam się w czasie o kilka lat i dochodzę do pytania: Co znaczy matka idealna? Właściwie jak rodziłam swoje pierwsze dziecko to od początku wyobrażałam sobie, że mój noworodek będzie chodził bez czapki w domu, bo na logikę po co mu ta czapka w pomieszczeniu. Matko, co to się działo wśród rodziny! No co najmniej jakbym stosowała przemoc domową albo lepiej. Jak to bez czapki?

Potem było tylko gorzej, bo postanowiłam karmić nie tylko piersią ale też butelką. Czyli jak wychodziłam na uczelnię,  nie doiłam się laktatorem jak dojna krowa przez pięć godzin, tylko zostawiałam mleko modyfikowane dziadkom albo tatusiowi a sama w drogę. 

Jak dzieci podrosły to znowu chodziły do szkoły bez czapki, kaleson, rajstop czy takich tam dopóty, dopóki same nie powiedziały, że im zimno, chcą czapkę, rękawiczki lub coś ciepłego pod spodnie. Zawsze mi się wydawało, że człowiek sam najlepiej wie, co czuje i kiedy mu zimno a kiedy ciepło. O ile zacna rodzina bez czapki w domu i butelkę z mlekiem przebolała, to bez kaleson w zimie - już nie. Usłyszałam, że wieje patologią.

Do niedawna jeszcze wydawało mi się, że bezustannie muszę się tłumaczyć i udowadniać mądrymi argumentami dlaczego tak a nie inaczej. Dlaczego lepiej bez czapki niż w czapce. Aż w końcu doszłam do wniosku, że co to kogo obchodzi. Trendy, idee i kwestie wychowawcze często się zmieniają. Dlatego najważniejsze jest to żeby działać intuicyjnie. 

Bo dobrze to nie znaczy według zasad babci, cioci i sąsiadki tylko według naszych własnych. 

Być może dla kogoś o odmiennych poglądach nie jestem matką idealną, ale zapewne jestem najlepszą dla swoich dzieci. Idealna matka  wcale nie taka, która jest oceanem spokoju, pracuje jak tytan, gotuje jak szef kuchni a na dodatek wcale się nie złości. Umiem przyznać, że dzieci mnie denerwują, zauważam ich wady, myślę o sobie, mówię kiedy jestem nieszczęśliwa ale przede wszystkim kocham bez przerwy, codziennie i zawsze. Udanych wakacji!