Pracująca kobieta to w dzisiejszych czasach norma. Dawno temu poszedł w niepamięć obraz jej - dbającej o ognisko domowe i jego - z dzidą polującego na obiad. Dzisiejsze matki pracują i to niejednokrotnie na pełen etat. Może niewielu już to dziwi, ale zawsze znają tacy, któż zapytają, po co? Zatem odpowiedzmy na pytanie, po co matka pracuje?

Przede wszystkim po to, że ma prawo się rozwijać, matka ma prawo łączyć życie domowe z karierą zawodową, no i ma też prawo dokładać się do domowego budżetu. Bywa również tak, że matka musi zaraz po skończonym urlopie macierzyńskim wracać szybko do pracy, ponieważ boi się o utratę stanowiska. Tak czy inaczej kobiet pracujących przybywa.

Często matki pracujące spotykają się z opinią, że przekładają życie zawodowe ponad dobro dzieci, że owładnięte pracą stają się wyrodne i zadaniowe. Przez takie stereotypowe myślenie pracująca matka staje się jednym wyrzutem sumienia, jest pod ciągłą presją i bezustannie wydaje jej się, że musi rekompensować maluchowi swoją nieobecność. W przeciwieństwie do ojców, którzy często pracują do późnego popołudnia a potem wpadają do domu po gitarę i już ich nie ma.

Tym razem zapragnęłam rozgrzeszyć nas – matki pracujące, oczyścić z zarzutów  i  wyrzucić do kosza wszystkie te bezlitosne stereotypy.

Zastanówmy się zatem jaka jest matka pracująca? Moje pierwsze skojarzenie – zajęta. To prawda. Musi być, matką, kucharką, sprzątaczką, praczką, żoną, psychologiem, socjologiem i dobrym pracownikiem. Ta mnogość ról społecznych powoduje, że matka jest jednocześnie super elastyczną i mega zorganizowaną babką, która ogarnia pracę, szkołę, lekcje, dom, męża i przy okazji ma jeszcze czas skoczyć na fitness i do kosmetyczki – bo do pracy trzeba dobrze wyglądać.  Tak, paradoksalnie im więcej mamy zadań, tym lepiej się organizujemy i tym bardziej twórcze i przedsiębiorcze jest nasze myślenie.

W swoich rozważaniach na temat pracującej matki mam zamiar pójść jeszcze dalej i postawić śmiałą hipotezę, że praca zawodowa matki ma bardzo korzystny wpływ na rozwój i przystosowanie do życia w społeczeństwie jej dzieci. 

Matka pracująca ma poczucie spełnienia i satysfakcji, staje się niezależna finansowo, co jest nieocenionym wzorem do naśladowania dla dzieci. Dzięki pracującej matce dziewczynki wzrastają w poczuciu, że powinny skupić się na nauce a nie tylko myśleć o chłopcach i ślubie, natomiast chłopcy uczą się, że obowiązki to element życia codziennego oraz, że kobieta to jest tylko służba w domu. Szczególnie uświadomienie synom faktu, że w domu nie ma krasnoludków, zmywarka sama się nie rozpakowuje, a smród śmierdzących skarpet pod łóżkiem to nie jest eksperyment dla NASA, wydaje mi się szczególnie ważne. Warto jeszcze wrócić do niezależności finansowej. Jedno jedyne źródło utrzymania w postaci pensji męża jest bardzo zgubną drogą. Po pierwsze dlatego, że nawet najukochańszy pod słońcem facet nie wyzwoli nas z poczucia, że korzystamy z jego pieniędzy. Po drugie należy pamiętać, że zawsze możemy się rozstać, nie tylko przez rozwód, czasami rozdziela nas wypadek lub długotrwała choroba małżonka i wtedy na serio zostajemy na lodzie. 

Ponadto dzieci, które nie są pod ciągłą opieką mamy uczą się, że trzeba samemu się zmobilizować, wrócić ze szkoły, odrobić lekcje, pogrzać jedzenie, wyjść z psem i wreszcie wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. Uczy to dzieci partnerstwa, wzajemnej pomocy i dzielenia się obowiązkami. 

Jeszcze na sam koniec, jako wisienkę na torcik zostawiam rolę ojca. Pracująca matka to konieczność większego zaangażowania się ojca w obowiązki domowe, opiekę nad dzieckiem, kiedy mama pracuje faceci częściej stają się bardziej odpowiedzialni za wychowanie dziecka a to automatycznie tworzy z ojcem fajne relacje i silną wieź.

Drogie matki pracujące, myślę, że nas wybroniłam, przyznaję sobie zatem prawo rozgrzeszenia nas i wydaję walkę stereotypom – trzymam z Wami.